Cześć wszystkim, najmocniej przepraszam za nieobecność, niestety w życiu czasem dzieję się tak ,że na nic nie wystarcza czasu. I tak jest w moim przypadku, postaram się mimo tego pisać jak najczęściej, choć przy takim trybie życia jest to dość trudne.
A tak w temacie, dzisiaj poruszę temat, który z jednej strony jest bardzo wygodny, a z drugiej utrudnia życie. Mam na myśli formalności związane z moją pracą.
Otóż niewiele klubów w Polsce pozwala nam( tancerkom) na oficjalne zatrudnienie, chociaż wątpię czy jest duża liczba chętnych na tę opcję. Tak to prawda, 99% jest to praca na czarno, czyli brak ubezpieczenia, brak funduszu emerytalnego no i brak podatku;). Brak podatku to jedyny plus, reszta tylko utrudnia mi życie. Powiedziałabym, że nawet zatruwa. Po pierwsze, poruszę tu temat zatrudnienia, przy moich zarobkach mogłabym wziąć kredyt mieszkaniowy ze spłatą w mniej niż 10 lat, ale nie ma zatrudnienia, nie ma kredytu, i to jest problem, od dwóch lat odkładam już pieniądze na kupno własnego mieszkania, bo jeśli chodzi o wynajem nie jest to prosta sprawa, znajdź kogoś ,kto zaufa tancerce pracującej na nocną zmianę? Zawsze kiedy się przeprowadzam są te wątpliwości czy przyznawać się do tego co robię, ludzie są zaściankowi, myślą, że sprowadzam później burdel do domu, co oczywiście prawdą nie jest, no nic, taka praca takie konsekwencje. Jednak najgorsze jest to, że wiele z nas się nie ubezpiecza zdrowotnie w prywatnych placówkach, głupota. Ja wiem o tym bardzo dobrze. Praca mimo wszystko jest ryzykowna, nie mówię tu o kryminalnych ekscesach gości a o tym, że taniec na rurce jest ryzykiem, weźcie pod uwagę to, że przez 6 dni w tygodniu od 21 do 5 rano jesteśmy na kilkunasto centymetrowych obcasach, tańczymy w nich, często jesteśmy nietrzeźwe. Nie mówię już o dziewczynach ,które swój taniec wykonują 4 metry nad ziemią zwisając z rurki głową w dół. Mi zdarzyło się kiedyś, na trzeźwo, że źle postawiłam stopę, i w moich obcasach na platformie skręciłam sobie porządnie staw skokowy i zerwałam ścięgna śródstopia. Pewnie gdybym była nietrzeźwa nic by się nie stało, ale los jest złośliwy. Ledwo doszłam do domu po tym wyczynie, zawinęłam nogę w bandaż z altacetem i miałam nadzieję, że do kolejnego wieczora noga będzie w porządku. Niestety obudziłam się a moja noga ,przypominała bardziej tłuściutką nogę hobbita. Zlekceważyłam to, w końcu trzeba zarabiać, wzięłam inną parę butów( bo do innych nie mieściła mi się noga) i kulawa poszłam do pracy, wiadomo tańcząc na stage'u czy dla gościa, starałam się nie kuleć co tylko pogarszało stan mojej nogi, upijałam się przez kolejne 4 wieczory, bo ból był nie do wytrzymania. Ale przyszedł dzień w którym moja noga otrzymała status apogeum, z wielkim czerwonym krwiakiem. Zamówiłam taksówkę i pojechałam na urazówkę. Wynik badań, jak sami czytaliście nieciekawy, 4 tygodnie bez ruchu ,zastrzyki i stabilizator. Dramat, wydałam całe oszczędności na leczenie, a za coś trzeba żyć, za co dziękuję mojej przyjacółce ,która pożyczyła mi wtedy pieniądze. Moja noga dochodziła do siebie przez 2 miesiące, konsekwęcją był dług u koleżanki, strata swoich oszczędności i brak kondycji, po tamtej sytuacji ubezpieczyłam się, przy najmniej teraz gdyby cokolwiek się stało, koszty leczenia będą pokrywane.
Jednak moja znajoma miała mniej szczęścia, albo i wcale go nie miała. Ubezpieczenia brak, oszczędności trochę. Któregoś dnia spadła z rurki z 3 metrów, między podest a podłogę, nie było ciekawie, było okropnie, dziewczyna 3 miesiące leżała bez ruchu ze złamaniem kręgosłupa. Tyle co się udało, to zmniejszyć paraliż z całego ciała na nogi. Niestety jeździ na wózku, do końca życia będzie. Nie mam z nią kontaktu, załamała się po tym, a kto by się nie załamał?
Od tamtej pory zdecydowałam, że nie będę bawiła się w klasyczny pole dance, z przeróżnymi figurami na wysokości...
Myślę, że to bezsensu, najpierw robić wielki szum wokół swojego blogu, a później krótko mówiąc olewać czytelników. I te głupie tłumaczenia o braku czasu, bzdura. Odpuść sobie ten bloog skoro nie masz "czasu".
OdpowiedzUsuń