wtorek, 6 grudnia 2011

Pierwszy zgrzyt

Przyszedł dzień, w którym postanowiłam dokonać zmiany. Dla mnie była to duża zmiana, bardzo ważna.
Otóż postanowiłam, że zmienię klub i miasto zamieszkania. Byłam już trochę doświadczona w pracy, jako tancerka i jako kobieta, także postanowiłam przeprowadzić się z miejscowości rodzinnej, do większej aglomeracji. Głównym powodem mojej decyzji był przede wszystkim lęk, że prędzej czy później, któryś ze znajomych w końcu zawita w klubie. A ponadto, w większym mieście - większe zarobki.
Zadzwoniłam więc do jednego z klubów, spytałam o warunki i zasady w pracy, odpowiadały mi. Więc następnego dnia, kupiłam bilet PKP, spakowałam rzeczy i wyjechałam.

Przez pierwsze dwa tygodnie mieszkałam  w hostelu, był to dla mnie dramat, współdzielona łazienka, do której trzeba było przebijać się przez długi korytarz, na którym roiło się od studentów, wkurzało mnie to, czułam ,że jestem okradana z resztek mojej prywatności.

O dziwo, nowy klub był świetny, taki design'erski ,byłam pod ogromnym wrażeniem, tego w jaki sposób wyglądają kluby w dużym mieście. Do dziś nie mogę się nadziwić, w jakiej norze zaczynałam, ze staroświeckim wyglądem, gdzie nie ma obowiązku picia drinków z prowizją. W nowym Klubie to się zmieniło, gość nie stawia drinka, nie możesz z nim posiedzieć i porozmawiać, chociaż niewiadomo jaki miły i sympatyczny by był. Nawet jeśli zażyczył sobie tańca, to po tańcu trzeba było odejść. Jest tak zwane 10minut na przekonanie gościa do zakupu, nie zdecydował się - dowidzenia, idę dalej.

Wiadomo już, że nie chciałam mieć ponownie etykietki nowicjuszki z wiochy (którą nigdy nie byłam). Więc do działań przystąpiłam od razu. Szłam jak burza, chyba wówczas zarabiałam najlepiej, nie spodobało się to dziewczynom, w końcu byłam dla nich mocną konkurencją. Widziałam tylko ten wzrok, który wędrował od góry do dołu w poszukiwaniu moich wad.

No i stało się, nie wiedziałam ,że w klubie w większym mieście nie tylko kluby są fajniejsze, ale i dziewczyny były zjawiskowe i bardziej skłonne do awantur.
Doczekałam się po 3 dniach swojej pierwszej awantury.

Przyszedł norweg, chciał kupić mi najdroższego szampana w klubie, sama byłam w szoku, kto chce w końcu wydać 9 tysięcy na głupią butelkę szampana, i to chce to zrobić dla nic nieznaczącej dla niego dziewczyny.
Niestety moja radość, pierwszym tak wysokim zarobkiem skończyła się szybciej niż myślałam. Jedna z ćpających dziewcząt, kompletnie pijana usłyszała to , że ten pan kupi nowej "dona". Jak do mnie nie podeszła, i zaczęła drzeć mordę, bo inaczej nie jestem w stanie tego nazwać. Darła się na potęgę, że to ona się przymierzała do tego pana, a poszła tylko do toalety, tłumaczyłam, że sam do mnie podszedł i zaproponował napić się czegoś. Nie słuchała, wymachując rękoma tylko wspominała, że wylecę szybciej niż jej się wydaje, bo ona daje dupy właścicielowi. Uwierzcie mi, mało z krzesła nie spadłam ,kiedy szczyciła się tym ,że szef ją bzyka. Jak można mieć ku temu radość, jak korzyści nie miała  żadnych. Ogólnie to prawie mnie pobiła, a norweg się zmył.

Tak wyglądała pierwsza scena walki o hierarchię, nie spodziewałam się, że i w takich miejscach jest to istotne, ale takich dramatów, i jeszcze gorszych jest masa, każdego dnia. W końcu przebywać co noc w towarzystwie 40 innych kobiet, nie może wiązać się z czymś przyjemnym.

5 komentarzy:

  1. Mogłabyś na podstawie tego, napisać książkę. WOW

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może i tak, nie dostałam jeszcze propozycji:)

    Ale możesz mi wierzyć, że książka nie byłaby nudna

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zainteresowała mnie Twoja historia i z niecierpliwością czekam na kolejny dzień i kolejny ciąg dalszy. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Dorota

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu już przestałaś pisać? ;< / winshu

    OdpowiedzUsuń
  5. wow. Tak właściwie nigdy nie miałam styczności z takimi kobietami jak Ty.. Ale chyba wszyscy wiedzą jakie ludzie mają zdanie... Myślę, że chociaź niektórych zmusi to do myślenia.
    Życzę powodzenia.
    Młoda

    OdpowiedzUsuń

Chcesz mi coś powiedzieć? Zapytać się o coś?